Zdjęcie: Anonimowy Dzień Ojca, Centrum Bioetyki i Kultury

Zaledwie kilka tygodni po moich 32 urodzinach dowiedziałam się, że moi rodzice użyli dawcy nasienia do poczęcia mnie.

To było 8 lat temu.

Gdy tylko mama wypowiedziała słowa: „Twój tata może nie być twoim prawdziwym tatą”, wydarzyło się kilka rzeczy naraz. Nagle mój nos, niepodobny do jakiegokolwiek innego w rodzinie, nabrał sensu. Na pytania, dlaczego nie wyglądam jak ktoś z rodziny, w końcu udzielono odpowiedzi. I och tak, wpadłam w ciemną otchłań depresji, jakiej nigdy wcześniej nie doświadczyłam. Czułam się tak, jakby każde moje wspomnienie o tacie – mężu mojej matki – było skażone faktem, że wiedział o mnie coś, czego ja nie wiedziałam o sobie.

Czy on „naprawdę” mnie kochał? Byłam „dobrym” dzieciakiem, ale wiedziałam, że były momenty, w których wprowadzałam frustrację w jego życie – czy tłumaczył to sobie tym, że nie jestem jego córką?

Zdałam sobie też sprawę, że jego rodzinna historia nie jest już moja. Jego ojciec, kowboj, nie był moim dziadkiem. Jego matka, która ostatecznie dożyła stu lat, nie przekazała mi swoich dobrych genów. Z drugiej strony nie odziedziczyłam też jego genów, a odkąd dowiedziałam się, że tata od kilku lat chorował na straszną chorobę, która w końcu odebrała mu życie - byłam wdzięczna za tę jedną, małą, pozytywną rzecz.

Spędziłam około sześciu tygodni opłakując utratę biologicznego pokrewieństwa z moim tatą. Szczerze mówiąc, nie wiem jak udało mi się przetrwać ten czas. Nie byłam w stanie opiekować się naszymi małymi dziećmi, poza podstawowymi potrzebami, o których i tak trzeba mi było cały czas przypominać. Mój umysł i serce znajdowały się w jakimś ciemnym miejscu, gdzie nic nie wydawało się prawdziwe i stabilne. Czułam się tak, jakby fundament tego, kim byłam, pękł i już nie wiedziałam, kim jestem. Dzięki łasce Bożej te uczucia minęły, ale były dni, kiedy wydawało mi się, że tak będzie już zawsze.

Po szoku związanym z „utratą” taty, zdałam sobie sprawę, że gdzieś tam był mężczyzna, do którego byłam podobna i który mnie spłodził. Zacząłem opłakiwać jego stratę, mimo że ledwie kilka tygodni wcześniej nawet nie wiedziałam o jego istnieniu.

Czy wiesz, jakie to dziwne?

Kim on był? Czy on kiedykolwiek o mnie myślał? Ile razy „podarował” swoje nasienie innym? Czy miał dzieci, które wychował? Czy on jeszcze żyje? Czy mam inne, poczęte anonimowo rodzeństwo? ....................................................................................................................................................................................................

Po kilku miesiącach życia w tej nowej rzeczywistości zaczęłam zmagać się zagadnieniem etyki poczęcia dziecka od anonimowego dawcy. Czy moralne jest oddawanie swoich komórek rozrodczych i zrzeczenie się wszystkich praw rodzicielskich za 40 dolarów? Czy etyczne jest stworzenie osoby celowo odciętej od swojej biologicznej rodziny? Czy pragnienie rodzica, który chce mieć dziecko, usprawiedliwia skazywanie dziecka na taki wstrząs? Czy to możliwe, że niewiarygodne pragnienie posiadania dziecka może zaciemnić osąd do tego stopnia, że dorośli nie widzą jak ich poczynania mogą negatywnie wpłynąć na dziecko, które pragną mieć?

Po miesiącach studiowania, czytania, modlitwy i rozmyślania nad każdym aspektem tego, co to znaczy stworzyć rodzinę i jak przemysł technologii reprodukcyjnych tworzy dzieci dla tych, którzy mogą za nie zapłacić – doszłam do wniosku, że mamy tu do czynienia z układem klient-produkt. A przecież ludzie nie są produktami. Dzieci są darem Bożym dla małżeństwa, aby mogli je wychowywać i utrzymywać. Życie oczywiście nie zawsze tak się układa, ale celowe wypaczanie tej koncepcji to tworzenie chaosu.

Wielu ludzi mówi mi, że powinnam być wdzięczna za swoje życie i przestać mieć żal do moich rodziców, którzy tak bardzo mnie pragnęli. Nazywanie mojego poczęcia nieetycznym w żaden sposób nie dewaluuje faktu, że cieszę się, że żyję. Dzieci poczęte w wyniku gwałtu mogą cieszyć się życiem i nadal brzydzić się gwałtem. Jeśli chodzi o kwestię, że moi rodzice „tak bardzo mnie pragnęli”, to nie jest to do końca prawda: moi rodzice tak naprawdę chcieli dziecka, które pochodzi od obojga z nich, stąd 14 lat prób. Używanie czyichś gamet nie było częścią pierwotnego planu.

Kocham mężczyznę, który mnie wychował. On zawsze będzie moim tatą. Utrzymywał mnie, kochał i poświęcał się dla mnie. Jednak pomimo słodkiego dzieciństwa jestem stanowczo przeciwna poczęciu dzieci od dawcy.

Sprawdź naszą nową książkę!

Ta książka łączy badania o złotym standardzie z setkami historii od dzieci, z których wiele nigdy wcześniej nie zostało opowiedzianych.

EnglishPolski
Udostępnij to