Pracując jako lekarz, widziałem, że dawstwo komórek jajowych/nasienia lub macierzyństwo zastępcze nie są kwestionowane pod kątem wpływu, jaki może to mieć na dziecko. Powiedziałbym wręcz, że jest to obchodzone. Świętowane w tym sensie, że ludzie nie dają się ograniczać wyobrażeniom o tym, jaka powinna być tradycyjna rodzina, są „wierni sobie” i domagają się prawa do rodziny.

 

Kiedy podczas nieformalnych rozmów z innymi lekarzami (a właściwie z większością innych osób, z którymi rozmawiam) pojawia się temat dawstwa komórek jajowych/nasienia lub macierzyństwa zastępczego, w bardzo niekonfrontacyjny sposób poruszam temat tego, jak może to wpłynąć na dziecko. można powiedzieć, ale nigdy nie spotkałem nikogo, kto podziela moje obawy i rozmowa szybko się kończy.

Z mojego doświadczenia w służbie zdrowia w Wielkiej Brytanii wynika, że ​​tego typu obawy nigdy nie są zgłaszane, gdy pacjentka rozpoczyna leczenie niepłodności lub macierzyństwo zastępcze. Widziałem wielu pacjentów, którzy przechodzili przez ten proces, i chociaż nie byłem bezpośrednio w to zaangażowany, robiłem takie rzeczy, jak zamawianie badań krwi i pisanie listów do kliniki leczenia niepłodności w imieniu pacjentów. Nasza praca jako lekarzy zdawała się jedynie wspierać rodziców tak bardzo, jak to możliwe.

W jednej z przychodni lekarskich, w której pracowałam 2 lata temu, było wiele par płci męskiej, które miały dzieci dzięki macierzyństwu zastępczemu. Jeden ze starszych lekarzy powiedział mi, że w naszym rejonie jest najwięcej przypadków w Londynie (nie jestem pewien, czy to prawda). Tak się złożyło, że zauważyłam, że większość matek zastępczych mieszka w Ameryce i powiedziano mi, że dzieje się tak dlatego, że ich przepisy dotyczące macierzyństwa zastępczego są tam inne i łatwiej jest zorganizować macierzyństwo zastępcze. Jeden z rodziców, którego spotkałem, powiedział mi, że cały proces od początku do końca kosztuje ponad 50,000 XNUMX funtów. Nie mogłem przestać myśleć, że to brzmi jak biznes. W każdym razie spotkałam kilkoro tych dzieci i ich rodziców i choć nie miałam żadnych bezpośrednich zmartwień i było oczywiste, że te dzieci były bardzo kochane i chciane, nie mogę powstrzymać się od martwienia się skutkami, jakie separacja będzie miała na dzieci w dłuższej perspektywie.

Podobnie jak wiele dzieci adoptowanych w latach 80., moi biologiczni rodzice mieli wiele trudności. Gdy miałam tydzień, musiałam zostać oddzielona od biologicznej matki ze względu na jej problemy psychiczne. Zostałam umieszczona w pieczy zastępczej, a następnie, gdy miałam 9 miesięcy, zamieszkałam z rodzicami adopcyjnymi. Moja biologiczna matka sprzeciwiła się adopcji, więc zgodnie z prawem została ona przeprowadzona dopiero, gdy skończyłam 3 lata. Widziałam się z mamą dwa razy, kiedy przebywałam w pieczy zastępczej, ale potem nie miałam z nią już żadnego kontaktu, ponieważ wówczas obowiązywała adopcja „zamknięta”. Mój biologiczny ojciec początkowo nie wspierał mojej matki, ale później to zrobił i zawsze dbał o to, aby jego dane kontaktowe pozostały w moich aktach. W końcu poznałem go, gdy miałem 23 lata.

Moi adopcyjni rodzice zapewnili mi niezwykle kochający i wspierający dom. Mam też młodszego brata, który również jest adoptowany. Nie zawsze sprawy układały się pomyślnie zarówno dla mnie, jak i dla mojego brata. Przeszłam terapię i nadal chodzę do terapeuty. Nie wszystko da się wytłumaczyć adopcją, ale rezonuje we mnie wiele uczuć, o których opowiadają adoptowani dorośli.

 

Jedną rzecz, którą powiem na temat mojej historii, jest to, że pomimo wszystkich trudności wiem, że moi biologiczni rodzice przez krótki czas mieli prawdziwy i pełen miłości związek, a to wiele dla mnie znaczy. Uwielbiam to jedno zdjęcie, na którym są razem. Uwielbiam to, że tata zaprosił moją mamę do domu swoich rodziców na kolację (powiedziano mi to od jego sióstr, które poznałam). Dzieci poczęte w wyniku oddania komórki jajowej lub nasienia nie będą miały takich historii. Wydaje się, że w całym procesie jest coś bardzo klinicznego i anonimowego, ale znowu wydaje się, że nikt o tym nie mówi.