Od lat chciałam napisać o swoim dzieciństwie, ale ciągle kopałam puszkę w drogę. Już nie. Historię mojego dzieciństwa podzielę na dwie części: wczesne lata 1998-2009 (rozwód rodziców) oraz 2009-2015 (kiedy doznałam objawienia i zaczęłam uwalniać się od nienawiści, która we mnie gotowała się poprzednie sześć lat). 

Od czego powinienem zacząć? Zacznę od podstaw: urodziłem się 1 kwietnia 1998 roku w bazie Langley Air Force (nie, moi rodzice nie byli w lotnictwie. To był najbliższy szpital, a mama była w innym oddziale sił zbrojnych na czas). Przeprowadziłem się do Connecticut jako miesięczne niemowlę, więc nie pamiętam domu, w którym się urodziłem. Pamiętam tylko przelotne rzeczy o Connecticut: było zimno, zawsze byłem chory, a mój tata pracował w BJ's.

Naprawdę dorastałem w Wirginii, dokąd przeprowadziłem się w 2002 roku. Można powiedzieć, że moje dzieciństwo było szczęśliwe: uprawiałem sport, bawiłem się w szkole, miałem kilku przyjaciół, ale było w tym coś głębszego: jako dziecko mogłem pamiętaj, jak kładłem się spać z uczuciem pustki w sercu, czasami płakałem i nie wiedziałem, DLACZEGO byłem smutny. Dopiero później, kiedy dorosłam i nawiązałam kontakt z ludźmi, dowiedziałam się, że traktowanie mnie przez rodziców nie było niczym normalnym. Podczas gdy większość rodziców bawiła się ze swoimi dziećmi, kiedy były niemowlętami, moja mama powiedziała, że ​​nigdy tak naprawdę nie dotykała mnie jako niemowlęcia, chyba że płakałem. Myślała, że ​​milczenie oznacza, że ​​jestem zadowolona. A przeglądając moje stare albumy ze zdjęciami, nie mogę znaleźć żadnych zdjęć moich rodziców, którzy mnie trzymają. Najbliżej widzę, kiedy kładą ręce na moich ramionach podczas robienia zdjęć. Rzadko mi też czytają, a moja mama nigdy nie zaśpiewała mi kołysanki, tak jak zrobiła to jej matka. Myślę, że była zbyt „wyzwolona”, by zajmować się wychowywaniem swojego dziecka. Ale wierzę, że największym szokiem było dla mnie to, jak byłem traktowany, gdy byłem chory. Moi rodzice zasadniczo poddawali mnie kwarantannie, gdy zachorowałem, zamykając mnie w pokoju i otwierając drzwi tylko po to, by dać mi jedzenie. Do 18 roku życia nie wiedziałam, że większość rodziców rzeczywiście starała się sprawić, by ich dzieci czuły się lepiej podczas ich dolegliwości. Nie miałem tego. A jako dziecko ciągle chorowałem, zwłaszcza w Connecticut.

Teraz przejdę do rozmowy o moim bracie. Był i nadal jest ogromnym dupkiem. Często maltretował mnie fizycznie, wielokrotnie aż do fizycznych oznak przemocy (blizny, siniaki), a moi rodzice rzadko interweniowali lub go karali. Każdy z nich powiedział, że to odpowiedzialność drugiego, więc ciągle byłem ranny. Kiedy pytałem ze łzami w oczach, dlaczego mój brat nie mógł tego powstrzymać, odpowiadali, że to właśnie zrobili bracia. Ale to, co zrobił, co naprawdę mnie wpłynęło, było czymś więcej niż zwykłym dupkiem. Miało to miejsce w wielkanocny weekend 2008 roku, tuż przed ukończeniem dziesiątego roku życia. Na wakacje zatrzymaliśmy się w domu rodziców mojego taty. Kiedy ja i on byliśmy w dużej sypialni z tyłu, powiedział: „Sam, tak zgwałciłeś dziewczynę” i rzucił mnie na łóżko i wepchnął miednicę w mój tyłek, w pełnym ubraniu. W tamtym czasie nie myślałem o tym zbyt wiele, ponieważ wiedziałem, że moi rodzice nie zrobią nic swojemu ulubionemu dziecku. Pamiętam, że po raz pierwszy opowiadałem o tym innej duszy w dziesiątej klasie, kiedy wygłosiłem do nauczyciela nieśmiałą uwagę na temat tego, co się stało. Moja matka oczywiście się o tym dowiedziała i kazała mi zachować takie rzeczy w rodzinie. I dopiero w tym roku na spotkaniu z terapeutą dowiedziałem się, że nie działając dalej na skargę, okręg szkolny zaniedbuje swoje obowiązki w zakresie opieki nad dziećmi. Tu kończy się historia moich pierwszych jedenastu lat, po których następuje sześć lat piekła.

Wyraźnie pamiętam datę: 12 kwietnia 2009, Niedziela Wielkanocna. Moi rodzice posadzili mojego brata i mnie i powiedzieli, że się rozwiodą. To było traumatyczne wydarzenie i zaczęło się moje sześć lat piekła. Niemal od razu zacząłem działać i w rezultacie dostałem leki, które tylko pogorszyły problem. We wrześniu tego roku zacząłem szóstą klasę. Niemal natychmiast wpadłem w kłopoty. Zanim zostałem przeniesiony do innej szkoły, zgromadziłem dziesięć dni zawieszenia poza szkołą. Nowa szkoła poszła mi znacznie lepiej, ale problemy pozostały. Jednak przez ostatnie dwa miesiące ósmej klasy wróciłem do mojego pierwotnego gimnazjum. Teraz zaczyna się moja licealna historia:

Zacząłem dziewiątą klasę 4 września 2012 roku. Wciąż miałem pewne problemy, w tym walkę, ale do 18 grudnia 2012 roku płynąłem stosunkowo gładko. Tego dnia zostałem usunięty z pierwszej lekcji i przewieziony do gabinetu dyrektora . Poinformowali mnie, że z powodu komentarzy na Facebooku zostanę zawieszony na czas nieokreślony. Była jednak zbawcza łaska. Na terenie szkoły istniała „szkoła w szkole” dla trudnej młodzieży. Po powrocie z ferii zimowych rozpocząłem tam studia. Mój pobyt w szkole dziennej był znacznie lepszy niż w zwykłym liceum i siedem lat później poznałem tam przyjaciela, który nadal jest przyjacielem, ale wydarzyły się dwa wydarzenia, które na stałe zmieniły moje życie. Pierwszy był 28 marca 2013 roku. Z jakiegoś powodu próbowałem popełnić samobójstwo, uduszając się. Zostałam wysłana na cztery dni do szpitala psychiatrycznego i wypuszczona na 15. urodziny. Niecały rok później, 19 lutego 2014 roku, wydarzyło się coś podobnego. Nie pamiętam teraz dokładnych szczegółów, ale jedno doprowadziło do drugiego i trafiłem z powrotem do tego samego szpitala psychiatrycznego. Tym razem jednak sprawy potoczyły się bardziej tragicznie. Moja mama naprawdę wierzyła, że ​​muszę być „zbawiona” i wykręciła mi rękę, żeby udać się do „ośrodka opieki długoterminowej” około godziny drogi od mojego domu. 

Mój czas na tym długoletnim obiekcie był pamiętny, ale nie ważny. Zostałem zwolniony w czerwcu 2014 roku. Ważniejsze było to, co wydarzyło się po powrocie do domu. Widzisz, że szkoła w szkole miała system poziomów: im lepiej się zachowywałeś, tym więcej zarobiłeś przywilejów. W czasie mojej kłótni w lutym byłem na poziomie czwartym. Zostałem jednak poinformowany, że po powrocie znów będę startował z najniższego poziomu, bez żadnych przywilejów. To mnie rozgniewało i zachowywałem się łagodnie. 1 października 2014 roku zostałem poproszony o opuszczenie programu i rozpoczęły się poszukiwania alternatywnej szkoły. 29 października 2014 rozpocząłem naukę w Szkole Ścieżek Alternatywnych. Pierwsze dwa miesiące były raczej spokojne, ale trzymałem się z dala od kłopotów. Wszystko zmieniło się, gdy w grudniu zaaplikowano mi nowy lek. 19 stycznia 2015 roku byłem zdenerwowany, że musiałem iść do szkoły w Dzień Martina Luthera Kinga, kiedy szkoła publiczna była wyłączona. Wdałem się w kłótnię z członkiem personelu i musiałem zostać skrępowany. Kiedy wróciłem do domu, potrzebowałem kogoś, z kim mógłbym porozmawiać i porozmawiać z moim kuzynem. Pisaliśmy przez wiele godzin i czułem się tak dobrze, że mam zawór spustowy. Ale potem była niedostępna z powodu pracy i dlatego potrzebowałem innego gniazdka. Wtedy dostałem się na Twittera.

Jednak w prawdziwym świecie życie nie było dużo lepsze. Przed końcem stycznia wdałem się w dwie kolejne kłótnie, które doprowadziły moją mamę do wniosku, że nie mogę się uratować. Próbowałam jej powiedzieć, że rozwód naprawdę na mnie wpłynął, ale kazała mi to przezwyciężyć i że potrzebuje rozwodu dla siebie. W tym momencie zdałem sobie sprawę, że nigdy nie będzie mogła wziąć odpowiedzialności za swoje czyny i zobowiązałem się, że nigdy więcej nie będę rozmawiał z nią o rozwodzie. W marcu kłótnia między moim bratem i mną doprowadziła do tego, że zaatakowałem go krzesłem. Kolejna kłótnia dotyczyła mnie, mojego brata i naszego ojca, a punktem krytycznym był 17 marca. Mój brat i ja znowu się w to wpakowaliśmy, a on zagroził, że wezwie mnie na policję. Kiedy tata wrócił do domu, płakałem i bardzo się wstydziłem. Jego dziewczyna zasugerowała, że ​​być może lekarstwo, które zacząłem brać, mogło mieć na mnie jakiś wpływ. I miała rację: wszystkie problemy, jakie miałem od grudnia, to wymienione skutki uboczne na butelce tabletek. Odstawiłem lekarstwo. 

23 marca 2015 był dniem, który naprawdę zmienił moje życie. Tego dnia mój kuzyn, jego przyjaciel i ja postanowiliśmy pospacerować do miasta dla zabawy. Ale znudziłem się i zadzwoniłem do ciotki, żeby mnie odebrała. Kiedy Tyler wrócił do domu, namawiał mnie, żebym nazwał mnie cipką i tak dalej. Zapytałem, czy chce walczyć, a on się zgodził. Znokautowałem go. A ponieważ ma chorobę serca, uderzenie w klatkę piersiową może go dosłownie zabić. Co więcej, myślałem, że to, co zrobiłem, jest w porządku z prawnego punktu widzenia, ponieważ dorastając moi rodzice (nawet w zeszłym tygodniu) powiedzieli mi, że „słowa walki” są uzasadnionym powodem przemocy. Z pewnością założyłem, że jeśli oboje zgodzimy się na walkę, nic złego z tego nie wyjdzie. Ale nie to miało naprawdę znaczenie. Przez całe życie mój brat mnie bił, a ja nie miałam wyjścia, żeby czepiać się kogoś innego. Tyler był odporny na te substancje, ponieważ miał chorobę serca. Dostałem bicie, ale nigdy nie dałem. Miałem w sobie siedemnaście lat agresji i myślałem, że w końcu będę w stanie pokonać kogoś w sposób, w jaki zostałem pobity, co sprawi, że poczuję się lepiej. Cholera, myliłem się. Czułem się jak totalne gówno i tak było. Jednak ta historia kończy się szczęśliwą nutą. Kiedy wróciłem do szkoły 25-go, odstawiłem lekarstwa. Przez następne dwa i pół miesiąca moje zachowanie było prawie bez skazy. 12 czerwca 2015 odniosłem największe dotychczasowe zwycięstwo w moim życiu: na ostatni rok wracałem do zwykłego liceum. 

Wszystko to było prawie pięć lat temu, ale nigdy nie zapomnę tych przełomowych ośmiu miesięcy od października 2015 r. do czerwca 2015 r., które zmieniły mnie jako osobę i uczyniły ze mnie dorosłą. Nadszedł czas na odłożenie dziecinnych rzeczy. I chłopcze ja. Rozwód rodziców zahartował mnie i wprawił emocjonalnie w dziecięcy stan na sześć lat. Przezwyciężyłem to tylko poprzez głębokie poszukiwanie duszy. Żałuję, że nie miałam normalnego dzieciństwa, ale teraz wiem, jakich błędów nie popełniać we własnym życiu. 

Sprawdź naszą nową książkę!

Ta książka łączy badania o złotym standardzie z setkami historii od dzieci, z których wiele nigdy wcześniej nie zostało opowiedzianych.

EnglishPolski
Udostępnij to