W 1953 roku, dzień po moich trzecich urodzinach, nasi rodzice rozwiedli się. Ta eksplozja rozproszyła mojego brata, siostrę i mnie po różnych stanach, miastach, domach, szkołach, przybranych rodzicach i przyrodnim rodzeństwie na dziesięć chaotycznych lat. Nasza druga macocha zapewniła nam pewną stabilizację na następne dziesięć lat, ale jej alkoholizm był kolejnym rodzajem chaosu.

Moja matka miała troje dzieci z trzema różnymi mężami, zanim ona i mój ojciec pobrali się. Zmiana opieki w związku z ich rozwodem oddała nas pod jej opiekę na półtora roku, ale oddała nas ojcu w 1957 r., kiedy jej szóste małżeństwo (z ośmiu) się rozpadło. Nie widzieliśmy jej ani nie komunikowaliśmy się z nią przez szesnaście lat, a potem tylko przez krótki czas.

Wychowywał nas tata, ale czasami przyjmowali nas dziadkowie ze strony ojca i ciotka.

Nasza pierwsza macocha była podła, obelżywa i niedbała. Biczowała nas za drobne przewinienia, poniżała i zamykała na klucz, gdy ojca nie było w domu. Wywołało to we mnie trwające całe życie poczucie zdrady ze strony naszego ojca.

Nasza druga macocha, mimo strasznego uzależnienia, przyniosła nam porządek i trwałość, ale i to nie trwało długo; rozwiedli się po dziesięciu latach – kolejna eksplozja wśród naszych krytycznych nastolatków i wczesnych lat dwudziestych.

Byliśmy tak mali, kiedy nasz ojciec i matka rozwiedli się, że nie pamiętamy wtedy wyraźnie naszych uczuć. Ale zawsze pragnąłem być z nimi razem, przynajmniej do wczesnej dorosłości, kiedy wyszedłem za mąż i urodziłem dziecko. Tęsknota minęła, ale potem pojawiła się gorycz.

Tego, jak zawierać związek małżeński, powinniśmy uczyć się najlepiej od naszych rodziców i dziadków. Kiedy taka edukacja nie jest możliwa, sami wchodzimy w związek małżeński nieprzygotowani, z niewłaściwych powodów i z niewłaściwymi ludźmi. W końcu jestem szczęśliwym małżeństwem. Ale moje wychowanie nauczyło mnie fałszywych pomysłów na małżeństwo, w wyniku czego zniszczyłem moje pierwsze dwa. Teraz żyję z przerażeniem tego, co zrobiłem ludziom, którzy na to nie zasłużyli.

Nawet będąc szczęśliwą mężatką, nadal – i zawsze będę – mam dręczące przeczucie, że wszystko może nagle i bez wyjaśnienia rozpaść się na kawałki. To uczucie jest prawdziwe, ale teraz wiem, że to nie jest rzeczywistość.