Piszę, ponieważ czuję się tak zdezorientowany i pełen emocji, że potrzebuję w końcu wyrzucić to z siebie.

Moja mama jest bardzo toksyczna. W dzieciństwie potrafiła krzyczeć na mnie, aż zaczynałem szlochać a następnie krzyczeć dlatego, że płaczę. W jednym momencie oskarżała mnie o zbytnie jej ustępowanie, o bycie zbyt uległym a za chwilę wymagała, abym przestał się bronić, kiedy próbowałem wytłumaczyć mój punkt widzenia. Wołała na mnie „pieprzony idiota”, „debil”, „dupek” i tym podobnie. Wmawiała mi, że każdy myśli, że jestem okropnym dzieckiem i że nawet moja matka chrzestna – z którą byłem bardzo związany – uważa, że jestem niewdzięczny i niegrzeczny. Mama odcięła nas od swojej rodziny, odcięła nas od każdej osoby, z którą była blisko, aż zostaliśmy sami, ja i ona, w naszym domu pełnym przemocy.

Nikt mi nigdy nie wierzył. Nie rozumiałem wtedy co się dzieje, jak mam to wyjaśnić. Po prostu czułem, że bardzo cierpię i że bardzo jej nienawidzę. W liceum zwykłem mówić: „Jedynym prześladowcą, którego wciąż mam w życiu, jest moja mama”.

Okaleczałem się z jej powodu. Mam bardzo niską tolerancję bólu i boję się krwi, więc nigdy nie było to zbyt drastyczne, ale fantazjowałem o robieniu sobie krzywdy. Od dzieciństwa rwałem sobie włosy z głowy, biłem się w głowę pięściami i uderzałem głową o ścianę. Niszczyłem przedmioty, kiedy ból i złość mnie przytłaczały. Pewnego razu wziąłem jej telefon i rzuciłem nim o ziemię. Niszczyłem swoje własne rzeczy, a potem nad nimi płakałem. Rozwaliłem mysz komputerową. Zepsułem jej okulary. Wrzucałem długopisy i inne drobiazgi pod biurko i do szaf, bo wiedziałem, że to ją denerwuje, a jednocześnie nie będzie w stanie domyślić się, że to ja zrobiłem.

Żyłem w ciągłym strachu przed tym, co zrobi lub powie. Nigdy nie wiedziałem, czy będzie w danej chwili kochającą i zabawną mamą, czy przerażającą i wściekłą mamą.

Rzadko pozwalała mi chodzić na nocowanie do innych dzieci i nigdy nie pozwoliła, aby dzieci przyszły do mnie. Uważała, że będą „zbyt hałaśliwe”. Nienawidziła, gdy byłem głośny. Nienawidziła tego, że byłem dzieckiem, które czasami jest głośne. Jednak to jej głos był zawsze najdonośniejszy.

Groziła, że mnie porzuci. Robiła to więcej razy niż kiedykolwiek mnie przepraszała. Kiedy miałem 13 lat, odwiedziliśmy Waszyngton. W pewnym momencie stwierdziła, że nieodpowiednio się zachowuję. W rzeczywistości byłem po prostu zmęczony upałem i cichy. Powiedziała mi wtedy, że jestem pieprzonym dupkiem i żebym znalazł własną, pieprzoną drogę do domu. A potem odeszła i zniknęła w tłumie. Wspiąłem się po schodach pobliskiego muzeum, płaczący i spanikowany desperacko próbując ją znaleźć. Chwilę potem weszła po schodach, chwyciła mnie za szyję a jej paznokcie przecięły mi skórę. Przeklinała, ciągnąc mnie za sobą.

Takich sytuacji było o wiele więcej. Właściwie ledwie cokolwiek pamiętam z okresu między 3 a 18 rokiem życia. Ten czas wydaje mi się bardzo odległy. Coś jak próba przypomnienia sobie odcinka programu telewizyjnego, który się oglądało bardzo dawno temu. Mam poczucie jakby moje wspomnienia dotyczyły kogoś innego, i że życie tego kogoś było beznadziejne.

Nie mogę zrozumieć, dlaczego mama się na mnie zdecydowała. Ciągle słyszę od innych: „ona cię KOCHA”, „ona cię CHCIAŁA”, „powinieneś być jej WDZIĘCZNY, ŻE DAŁA CI ŻYCIE”, „Wszystko robiła jak najlepiej umiała, musisz jej WYBACZYĆ i IŚC DALEJ”.

Myślę, że moja mama chciała sklonować samą siebie. Miała wtedy 45 lat, była samotna, narcystyczna, niestabilna, niezbyt zdrowa oraz tłumiąca swoją własną traumę z dzieciństwa. Nie lubiła dzieci, nigdy nie widziałem jej interakcji z żadnym innym dzieckiem poza mną. Chciała być kochana, nie musząc jednak dawać miłości w zamian.

Dlatego zwlekała z decyzją o posiadaniu dziecka, aż do ostatniej sekundy swego biologicznego zegara. Znalazła w końcu sposób jak sprowadzić na świat istotę ludzką, która musiałaby ją kochać. Wybrała dawcę, który wyglądał dokładnie JAK ONA i miał niemal identycznych przodków. Oglądałem profil tego dawcy. Jego odpowiedzi w kwestionariuszu były przygnębiająco mało inspirujące. W sekcji „zainteresowania” wpisał: „nie artystyczne, nie atletyczne”. To było beznadziejne, jednak dla mojej mamy osobowość dawcy nie miała najwyraźniej żadnego znaczenia. Chciała po prostu „upichcić” dziecko, które będzie dokładnie takie jak ona i nikt inny. Ona nie lubi się dzielić.

Muszę jej oddać sprawiedliwość, że przynajmniej nigdy nie ukrywała przede mną, że jestem dzieckiem poczętym od anonimowego dawcy. Z drugiej strony jako samotna matka, nie miała w tej sprawie wielkiego wyboru. Właściwie nie pamiętam nawet dokładnie jak mi o tym powiedziała. Wiem za to, że manipulowała mną wmawiając, że wszystko jest w porządku tak jak jest i że wcale nie brakuje mi taty. Miałem czuć, że bycie dzieckiem poczętym od anonimowego dawcy wcale mi nie przeszkadza i nie potrzebuję zadawać żadnych pytań. Przez swoje poczucie niepewności narzucała mi jakie uczucia mogę mieć a jakich nie.

Niestety takie manipulacje działają w przypadku dzieci. Sam pracowałem z młodszymi dziećmi i wiem, że bardzo łatwo jest wpłynąć na ich przekonania, na to w co wierzą. Ale cóż, dzieci nie są dziećmi w nieskończoność, w końcu rosną i zadają więcej pytań. Zmieniają zdanie. Jednak, jeśli tłumi się ich myśli i uczucia od tak młodego wieku, ich rozwój zostaje zaburzony. Wmawiasz dziecku coś z czym jego wewnętrzne ja się nie zgadza a wtedy człowiek nie ma pojęcia w co wierzyć. Nie rozumiem co się ze mną stało i dlaczego. Sam nie wiem w co naprawdę wierzę, co myślę i czuję… Moja tożsamość jest rozerwana na kawałki, które do siebie nie pasują. Czuję się bardzo samotny i nie wiem, jak powstrzymać ból. Czasami nie wiem nawet, czy mój ból jest prawdziwy, czy naprawdę go czuję? Zadaję sobie pytanie: czy moja mama była naprawdę aż tak zła? Czy ja także taki jestem? A może w rzeczywistości jest dużo dużo gorzej niż mi się wydaje? Czy rzeczywiście byłem poważnie maltretowany, a mój umysł to po prostu stłumił, aby przetrwać? Kiedy przyjrzeć się faktom, trudno podsumować moją sytuację inaczej niż: „moja mama zamówiła sobie dziecko-klona, które mogła dręczyć każdego dnia jego życia i i nadal żądać, by ją kochało”. Odnalazłem mojego ojca-dawcę. Zapytałem, dlaczego to zrobił. Powiedział, że dla pieniędzy oraz dlatego, że chciał „mieć swój udział w puli genów, nie będąc rodzicem”. Nie mam innego ojca, do którego mógłbym się zwrócić lub którego mógłbym pokochać. Jest jedynym tatą, jakiego mam. I nigdy się mną nie interesował. Całe życie fantazjowałam o nim, wyobrażając sobie więź między ojcem a synem, desperacko pragnąc go poznać, desperacko pragnąc, by był rodzicem, który mnie uratuje, desperacko szukając wskazówek, jak być mężczyzną. Sam nauczyłem się używać pisuaru. Sam nauczyłam się golić. Sam musiałem nauczyć się, co to znaczy być mężczyzną, ponieważ nie miałem nikogo, kto pomógłby mi zrozumieć własne ciało. Po XNUMX latach okazało się, że prawda jest gorsza niż koszmar. Tak naprawdę było mi znacznie lepiej, kiedy żyłem marzeniami - przynajmniej mój Wymyślony Tata troszczył się o mnie. Przynajmniej mój Wymyślony Tata nie chciał czerpać korzyści z mojego istnienia. Przynajmniej mój Wymyślony Tata dbał o życie, które sprowadził na świat. Mój Wymyślony Tata nie stworzył masowo potomstwa w pokręconej grze w masową hodowlę, próbując pozbyć się swędzenia swojego genetycznego kompleksu boga. Jestem zagubiony. Nie zdawałem sobie sprawy, że można dosłownie zagubić się we własnym umyśle. Nienawidzę mojego ciała. Nienawidzę moich komórek. Nienawidzę mojego DNA. Żałuję, że nie mogę wydobyć z siebie każdego kawałka DNA, które otrzymałem od tych dwojga narcystycznych ludzi i oddać im go. Ludzi, którzy mną manipulowali, którzy mnie porzucali i gnębili. Ale nie mogę. Umieścili we mnie wszystkie swoje dysfunkcje i narcyzm a ja nigdy nie będę w stanie tego usunąć. Nigdy nie będę w stanie cofnąć tego, co mi się przydarzyło. Jestem tworem egoizmu i genetycznej manipulacji innych ludzi. A wszyscy ci wyszkoleni lekarze po prostu siedzieli sobie wygodnie i pozwolili, aby to się stało. Czuję się jak twór nieudanego eksperymentu eugenicznego. I niestety wszystkie moje najgorsze obawy się potwierdziły. Celowo czy nie, sztuczne poczęcie z anonimowego dawcy stworzyło szalejący problem eugeniczno - dysgeniczny, gdyż pozwoliło moim biologicznym rodzicom wykorzystać moje istnienie dla ich własnych mrocznych, egoistycznych pragnień. Odebrało mi tożsamość, ukradło moje dziedzictwo całego łańcucha życia, z którym jestem połączony na tej Ziemi. Zostawiło mnie z niewidzialnymi ranami, umiejscowionymi tak głęboko w moim umyśle i ciele, że nie mogę ich nawet znaleźć, aby je uleczyć. Nie ma wystarczająco ostrego narzędzia, które mogłoby wbić się w najgłębsze warstwy mojej traumy. Mój ból związany z byciem osobą poczętą od anonimowego dawcy jest również taki, że nikt nie może mi naprawdę pomóc. Osoby, które nie przyszły na świat tą drogą nie mogą mi pomóc, gdyż po prostu nie są w stanie zrozumieć, jakie to uczucie. Inni ludzie poczęci w ten sam sposób co ja, potwierdzają moje uczucia, co przynosi ulgę, ale też pogłębia mój ból. Wszystkie moje najgorsze obawy się sprawdziły, a najlepsza pomoc, jaką mogę uzyskać, to słowa: „tak, właściwie masz rację co do tego piekła science-fiction, którego doświadczasz”. Chciałbym się mylić. Chciałabym, aby te wszystkie skrajne myśli i uczucia były jedynie moją niegroźną histerią. Chciałbym, aby to wszystko było zmyślone. Ale nie jest. I to mnie tak przeraża, że moje ciało i dusza zaciskają się w sobie i trzęsą się, trzęsą się, trzęsą… Nasze dwa największe źródła bólu i traumy to ciało i umysł. To także jedyne dwie rzeczy, przed którymi nigdy nie możemy uciec. Gdzie mam iść, kiedy moja najgłębsza trauma tkwi we wszystkich kawałeczkach tego kim jestem? Można powiedzieć, że właściwie życie każdego człowieka jest pewnego rodzaju zdrowieniem z trwającej traumy istnienia. Ale moja trauma jest tak bardzo przerażająca, gdyż nigdy wcześniej nic takiego nie zdarzyło się w historii ludzkości. To jest po prostu science -fiction. Fantastyka.. która dla mnie nie jest niestety fikcją. W moim pierwszym poście na Facebooku na ten temat, jako podsumowanie końcowe, napisałem: „To nie jest „science fiction”. To się dzieje właśnie teraz. Dowiedz się więcej ”. I przez wszystkie wzloty i upadki tego nieludzkiego systemu, przez moje ciągłe zagubienie i zwątpienie w siebie, przez całą traumę, która przesłania mi rzeczywistość, te słowa wciąż brzmią prawdziwie. Nie zamierzam już grać w tę grę. Nie obchodzą mnie przepisy ani „prawa rodziców”. Bawimy się w Boga, bawimy się we Wszechświat, gramy w Simsy czującymi istotami ludzkimi. To musi się skończyć. Teraz.

Przeczytaj więcej na Anonimowi nas

Sprawdź naszą nową książkę!

Ta książka łączy badania o złotym standardzie z setkami historii od dzieci, z których wiele nigdy wcześniej nie zostało opowiedzianych.

EnglishPolski
Udostępnij to