Moi rodzice pobrali się, kiedy się urodziłem. Rozwiedli się, gdy miałem sześć lat. Mam siostrę, która jest ode mnie młodsza o cztery lata. Moja mama przeprowadziła się do małego miasteczka, w którym mieszkaliśmy. Pamiętam, że zanim skończyłem 12 lat, miałem osiem różnych adresów. Każdy z nich miał inną szkołę. Pamiętam, że po rozwodzie okresowo spędzałem czas z tatą. Pamiętam, że jako dziecko próbowałem wymyślić, jak się zachować, aby nigdy nie rozczarować żadnego z rodziców. To zapoczątkowało moje trwające całe życie idealizowanie aprobaty i afirmacji ze strony innych, a ostatecznie doprowadziło do tego, że poślubiłem kobietę, którą poślubiłem, i do tego, jak postępowałem jako osoba i mąż. Miało to również wpływ na moją karierę i ogólne zdrowie psychiczne. Teraz to widzę.

Wychowała mnie przede wszystkim mama. Mniej więcej rok po rozwodzie mój tata przeprowadził się daleko. Potem prawie go nie widywałem. Myślę, że pomiędzy 18. a 12. rokiem życia mogłem go widzieć cztery razy. Moja mama wyszła ponownie za mąż, gdy miałem około ośmiu lat. Nie było to dobre doświadczenie i doprowadziło do kolejnego rozwodu. Moja mama wyszła ponownie za mąż, gdy miałem około XNUMX lat. Dobry chłopak, ale myślę, że nie miało to większego znaczenia, ponieważ kości zostały rzucone. Nie jest dobrym nauczycielem, moja mama też nie.

Wpływ wychowania z dala od ojca był ogromny. Kiedy patrzę wstecz, to niesamowite, że poradziłem sobie tak dobrze. Na moje pierwsze małżeństwo (umarła) i na to, jak wychowywałam synów, duży wpływ miał fakt, że w okresie mojego rozwoju nie miałam w swoim życiu żadnego męskiego wzorca. Kiedy poznałem moją żonę, miałem 20 lat, a ona miała dwuletniego syna. Jednocześnie wiele się działo. Oboje z żoną jechaliśmy na studia. Pracowałem na pełen etat, uczyłem się latać samolotami i służyłem w Gwardii Narodowej. Wtedy o tym nie myślałem, ale teraz widzę, że nie miałem pojęcia, jak być tatą. Myślę, że przyjąłem podejście, że będę bardzo ciężko pracować, wyznaczać i egzekwować granice, zapewniać i robić wszystko, co w mojej mocy, aby zadowolić moją żonę.

Nie warto rozmawiać o drugim mężu mojej mamy, poza stwierdzeniem, że jego wpływ na mnie był negatywny. Jej trzeci mąż jest osobą pracowitą, godną zaufania i odznaczającą się dobrymi obyczajami. Wyobrażam sobie, że to miało wpływ. Kocham go i przez te lata bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Chyba uważam go za rodzica. Naprawdę nazywam go „tatą” i mówię tak przez wiele lat, ale kiedy w późniejszych latach częściej przebywałem w pobliżu mojego biologicznego ojca, stało się jasne, że łączy nas krew. Mieliśmy wiele wspólnych cech osobowości i manier. Próbowałem zbudować z nim relację i zbliżyć się do niego, ale nie był na to przygotowany. Było oczywiste, że kilkadziesiąt lat później rozwód z mamą naprawdę go zabolał.

Rozwód i przeprowadzki naprawdę utwierdziły mnie w przekonaniu, że zbliżanie się do ludzi i pozwalanie im na zbliżenie się do mnie było głupim posunięciem. Walczę teraz z przyjaźniami, z pozwalaniem komukolwiek na bliskość, nawet mojej nowej żonie. Próbuję, ale zawsze pojawia się utrzymujący się niepokój związany z takimi rzeczami jak:

Kiedy odejdą? Jak wykorzystają to, co wiedzą, aby mnie skrzywdzić? Kiedy dowiedzą się, że nie jestem taką wspaniałą osobą i chcę być z dala ode mnie?

To także miało wpływ na moją karierę. Odszedłem z wielu świetnych posad, bo bałem się, że w każdej chwili odkryją, że nie jestem wystarczająco dobry i mnie zwolnią. Albo popełnię jakiś błąd i tyle.

To nawet spowodowało, że celowo sabotowałem swoje życie, ponieważ nie lubię siebie i nie rozumiem, jak ktokolwiek inny mógłby to zrobić. Teraz, szczerze mówiąc, nie jest to prawdą. Tylko dzięki łasce Bożej jestem osobą dobrą, troskliwą i nie tylko. Ale prawie codziennie nachodzą mnie silne myśli na temat mojej niedoskonałości. Problemem jest lęk przed wydajnością.

Później mogłem spędzać więcej czasu z ojcem, ale nigdy nie mieliśmy bliskich relacji. Nigdy nie rozmawiałam z rodzicami o tym, dlaczego się rozwiedli, ale dla taty było to zaskoczeniem, a mama kiedyś mi powiedziała, że ​​go zostawiła, bo nie wierzyła, że ​​będzie dobrym tatą. Nie odpowiedziałem, ale myślę, że widać szaleństwo w tym stwierdzeniu. Delikatnie mówiąc, jestem na nią zły z tego powodu, ale nigdy jej tego nie dałem do zrozumienia.

Mogłabym tak wymieniać bez końca i mieć wrażenie, że mam w sobie co najmniej jedną książkę. Teraz widzę, jak mój rozwój wpłynął na mnie, ale do 45. roku życia działałem na czymś w rodzaju autopilota. Po prostu działałem, dokonywałem wyborów i reagowałem, nie wiedząc, dlaczego to zrobiłem, ani dlaczego miałem takie uczucia i myśli, jakie miałem. Bóg nauczył mnie tak wielu rzeczy przez te lata, które upłynęły od śmierci mojej pierwszej żony. Jestem bardzo wdzięczny za samoświadomość, którą teraz mam. To codzienna walka, aby przeszłość nie zwyciężyła teraźniejszości.